Polscy przedsiębiorcy mogą prowadzić firmę w innym kraju, ale zamiast podatkowego raju, większość wciąż woli smażyć się w polskim piekle (nie tylko podatkowym). O tym, czy warto przenieść biznes do UK albo innego kraju rozmawiam z Krzysztofem Gosem z firmy księgowej Lexea.


Kiedy w 2013 przenosiłem firmę do Wielkiej Brytanii, trząsłem się przed nieznanym jak osika. Bo przecież „lepsze jest wrogiem dobrego” – mówili. Wielu polskich „kolegów” zarzucało mi także niepatriotyzm, a na Facebooku spotkał mnie nawet swoisty lincz z tego powodu, mimo że jednym z fundamentów Unii Europejskiej jest właśnie swoboda wyboru miejsca rejestracji i prowadzenia biznesu…

Jednak dziś, po 9 latach, wiem już, że była to prawdopodobnie najlepsza decyzja biznesowa, jaką mogłem podjąć: abstrahując od korzyści ekonomicznych (efektywnie niższe podatki czy brak ZUS-u), zrozumiałem, czym jest spokój w prowadzeniu przedsiębiorstwa, i jak niewiele papierologii potrzeba, aby być przedsiębiorcą w normalnym kraju. Odpadł mi „zaszczyt” skomplikowanych rozliczeń w Polsce, „jednolitych plików kontrolnych” i innych wynalazków, jak „polski ład”, służących nie wsparciu, lecz absurdalnej inwigilacji i gnębieniu firm. Co więcej, dzięki spółce Ltd zacząłem pozyskiwać klientów z całego świata; także takich, którym kontrahenci z Polski wydają się mniej wiarygodni czy wręcz niestabilni tylko dlatego że… są z Polski.

Dziś rozmawiam z Krzysztofem Gosem, szefem firmy księgowo-prawnej Lexea, która na co dzień opiekuje się polskimi przedsiębiorcami prowadzącymi spółki w UK (i nie tylko w UK).


Tower Bridge, London. Fot. www.depositphotos.com

Maciej Dutko (Evolu.pl): Krzysztof, zacznijmy od tego, co naszych Czytelników interesuje najbardziej – dlaczego polski przedsiębiorca powinien w ogóle rozważać rejestrację firmy w innym miejscu niż to, w którym żyje? Co mu to da i czy na pewno ma sens?

Krzysztof Gos (Lexea.co.uk): Odpowiedź moglibyśmy zawrzeć w jednym zdaniu: ponieważ każdy otwiera firmę nie po to, żeby spędzać długie godziny na rozliczeniach podatkowych, ale żeby ją rozwijać i zarabiać pieniądze. A tak się składa, że czas potrzebny na rozliczanie podatków w Polsce jest jednym z najdłuższych ze wszystkich krajów OECD. Skoro więc są inne, legalne możliwości, to czemu z nich nie korzystać? Żyjemy w coraz bardziej globalnym świecie, coraz więcej osób wykonuje zawody zupełnie nie związane z miejscem zamieszkania. Dlaczego więc mielibyśmy w kwestii rejestracji firmy wciąż trzymać się utartych schematów? Nie ma to ani sensu, ani uzasadnienia biznesowego.

Maciej Dutko: Skoro to wszystko tak ładnie brzmi i jest takie proste, dlaczego pewnie ponad 99% polskich przedsiębiorców nie odważa się wynieść z „polskiego piekła” i przenieść firmy do kraju, ekhm, normalnego? Polska bryluje w europejskiej tyłówce krajów najbardziej uprzykrzających prowadzenie biznesu, a przecież wciąż wielu Czaków Norrisów podejmuje to wyzwanie; niektórym udaje się nawet przetrwać magiczne pierwsze dwa lata…

Krzysztof Gos: Być może niektóre osoby tak to mogą postrzegać. Nie ma jednak państwa idealnego i jeśli spytamy mieszkańców dowolnego kraju, co im nie odpowiada, to z pewnością narzekaniom nie będzie końca. Moim zdaniem pytanie brzmi, dlaczego osoba mieszkająca w Polsce, która czuje się patriotą i nie czuje potrzeby wyprowadzki, bo jej tu po prostu dobrze, kupuje zagraniczne samochody, jeździ na zagraniczne wakacje, ale jak słyszy „zagraniczna firma”, to od razu czuje niepokój i strach przed kontrolą i karą? Odpowiedź na to pytanie jest jedna: to nie jest i nigdy nie będzie rozwiązanie masowe, dla wszystkich. A co nie jest masowe, wymaga większego zaangażowania w zweryfikowanie informacji. Sąsiad jeździ co roku na wakacje do Chorwacji, więc to na pewno bezpieczny kierunek. Ale większość ludzi raczej nie ma znajomych, którzy rejestrują spółki za granicą. W pewnym sensie trzeba więc być w tej decyzji pionierem, a nie każdy jest gotowy nim być. Co nie jest dziwne, bo to kluczowa decyzja i nikt nie chce podejmować zbędnego ryzyka.

Dlatego w Lexea wiele lat temu postanowiliśmy pomóc w tym procesie. Zdajemy sobie sprawę, że przeniesienie biznesu do innego państwa dla kogoś, kto nie zna lokalnych realiów, to trudna decyzja. Staramy się więc przeprowadzać klientów przysłowiowo „za rękę” przez cały proces rejestracji, jak również późniejszego prowadzenia firmy (nasi klienci mogą liczyć m.in. na pełne wsparcie w zakresie kontaktów z urzędami). W porównaniu z Polską jest tych kontaktów bardzo mało, ale nawet te nieliczne załatwiamy w 100% w imieniu klientów.

Chciałbym również podkreślić, że jako jedni z nielicznych pomagamy w prawidłowym rozliczeniu podatków w Polsce. Zagraniczna spółka działająca w Polsce w określonych sytuacjach musi odprowadzać tu VAT oraz CIT. Do tego wielu naszych klientów to polscy rezydenci podatkowi, którzy muszą się tutaj rozliczać z uzyskanych za granicą dochodów. I chyba idzie nam to całkiem nieźle: obsługujemy spółki, które są z nami już 8-10 lat, dlatego jestem przekonany, że ci przedsiębiorcy, którzy podjęli tę decyzję i otworzyli z nami firmę za granicą, jak pokazuje również Twój przykład, na pewno tego nie żałują.

Nasza filozofia jest prosta: promujemy dywersyfikację ryzyka życiowego i biznesowego w oparciu o teorię flag, opisaną dość przystępnie przez amerykańskiego inwestora Douga Caseya w książce „Inwestowanie w trudnych czasach” [dostępnej m.in. w Legimi – przypis Evolu]. W skrócie: kraj, w którym mieszkasz, nie powinien być miejscem, gdzie znajdują się twoje wszystkie aktywa, konta bankowe, nieruchomości. Nie powinien być też miejscem, gdzie zarejestrowana jest twoja firma. To podstawa bezpieczeństwa, która dzisiaj – jak nigdy – stała się oczywista dla wielu osób.

Maciej Dutko: Ale czy to na pewno jest bezpieczne prawnie? Wiesz, co jakiś czas słyszę głosy, że mieszkanie w Polsce i prowadzenie spółki w UK może budzić zastrzeżenia polskich „organów”. A przecież dziś, w dobie chorego rozdawnictwa i marnotrawienia publicznych pieniędzy, rząd wyjątkowo węszy, na czym by tu przyłapać obywatela i za co ukarać. Czy jako przedsiębiorcy – rzekłbym – hybrydowi, czyli pół-polscy, pół-brytyjscy, na pewno nie mamy się czego obawiać?…

Krzysztof Gos: To podstawowa obawa, z jaką przychodzą do nas nowi klienci. Internet pełen jest ostrzeżeń przed „nielegalną” działalnością poprzez zagraniczne spółki. Ale skoro robią to duże firmy, korporacje, to mali też to mogą robić – pod warunkiem, że mają odpowiedzenie wsparcie merytoryczne. My takie zapewniamy.

Każdy widział reklamę z żubrem (https://youtu.be/VsqITJOtHQ8 – przypis Evolu). Lexea jest właśnie takim „żubrem”, dzięki któremu „zając” jest bezpieczny przed „lisami”. W tym miejscu raz jeszcze polecam książkę Douga Caseya, w której autor tłumaczy, jak być neutralnym dla tych, którzy chcą nam zaszkodzić i w biznesie, i w życiu. W oparciu o zawarte tam spostrzeżenia stworzyliśmy projekt „Niewidzialna firma”, który zabezpiecza przedsiębiorców przed tymi, którzy chcą im przeszkadzać w prowadzeniu firmy. Pokazujemy, jak w pełnej zgodzie z prawem można prowadzić firmę międzynarodową i unikać tego, co na co dzień trapi polskich przedsiębiorców.

Z książki Caseya dowiemy się też, że aby zminimalizować ryzyko w biznesie, należy szukać takich miejsc, które najlepiej się do tego nadają. A więc takich, gdzie prawo jest stabilne, powszechnie znane i przewidywalne, gdzie procedury biznesowe są proste i tanie, gdzie z dnia na dzień nikt nas nie zaskoczy „nocną ustawą”, kolejnym „ładem” albo inną niespodziewaną decyzją, gdzie w zasadzie nie ma ryzyka związanego z konfliktami zbrojnymi, gdzie dzięki temu możesz planować swój biznes na lata.

Żadnego z tych warunków nie spełnia, niestety, miejsce, w którym żyje większość Polaków… Posiada je natomiast taki kraj, jak Wielka Brytania, i dlatego przyciąga inwestorów z całego świata. Nie jest tajemnicą, że anglosaski system prawny jest uważany za najlepszy na świecie. W rankingu krajów, w których panuje największa wolność gospodarcza, dziewięć z dziesięciu państw opartych jest właśnie na anglosaskim systemie prawnym.

Dlaczego więc Polacy mieliby z tego nie korzystać, skoro jest to dostępne, legalne i – co najciekawsze – tańsze niż prowadzenie firmy w Polsce (nawet dla małych i średnich firm)?

Maciej Dutko: Krzysztof, pozwól jednak, że podrążę jeszcze ten wątek, bo wydaje się on szczególnie istotny. A co, jeśli pewnego pochmurnego dnia zawita do nas jeden czy dwóch smutnych panów rodem z „Procesu” (kontrola skarbowa, ZUS, inspekcja pracy, sanepid czy jeszcze inne łapiduchy) i każą udowadniać, że nie jesteśmy alpaką? Jak mamy się zachować i czy „obsługę” takiej ewentualnej kontroli również można zlecić Waszej firmie?

Krzysztof Gos: Jeżeli ktoś z nami współpracuje, dostaje niezbędną wiedzę, jak należy się zachować w takich sytuacjach. Co robić, a czego zdecydowanie nie robić. U nas podstawą jest pilnowanie, aby to ta druga strona przestrzegała procedur, gdyż tylko w takim wypadku wiemy, że nic złego nie może się stać. Polskie urzędy i instytucje w przypadku podmiotów zagranicznych muszą stosować procedury uzgodnione w umowach międzynarodowych, w odróżnieniu od podmiotów polskich, gdzie interpretacja przepisów leży jedynie po stronie polskiej. To jest ogromna różnica na korzyść podmiotów zagranicznych – i na tym bazujemy. Dlatego kontrole, o których wspominasz, zdażają się niezwykle rzadko i mają charakter bardzo „dyplomatyczny”.

Maciej Dutko: Pytanie z innej beczki. Nie każdy rodzaj biznesu kwalifikuje się do przerzucenia poza Polskę. Które firmy mogą legalnie i efektywnie funkcjonować w jednym kraju (np. UK), a być prowadzone z drugiego (Polska), a które typy działalności będą jednak wymagały pozostania w Polsce? I czy w przypadku tych drugich możemy zastosować jakąś mądrą konstrukcję, która przynajmniej częściowo pozwoli cieszyć się urokami biznesu za granicą?

Krzysztof Gos: Kiedy złożymy w całość polskie przepisy oraz te zawarte w umowach międzynarodowych między Polską i Wielką Brytanią, okazuje się, że w zasadzie każda działalność jest możliwa. Różnią się one tylko stopniem złożoności pod względem proceduralnym.

Najmniej formalności jest w usługach, a najwięcej w przypadku działalności polegającej na stacjonarnym handlu towarami. Twoje pytanie zakłada, że przenosimy cały biznes poza Polskę, ale wcale tak nie musi być, aby już odczuć korzyści. Całkowicie poza Polską mogą działać te osoby, które świadczą usługi niematerialne dla podmiotów zagranicznych, a nie polskich. Jeżeli mamy klientów z Polski, to zawsze w jakimś stopniu będziemy się stykać z polskimi regulacjami z zakresu prowadzenia działalności w Polsce i polskich podatków. Ale my tu rozmawiamy o możliwości działania w Polsce jako podmiot zagraniczny, gdyż ze względu na wspomniane wcześniej umowy międzynarodowe, firmy zagraniczne są w Polsce uprzywilejowane w stosunku do firm polskich. Szczególnie to widać po ostatnich zmianach podatkowych, gdzie na przykład wprowadzono składkę zdrowotną dla wynagrodzeń członków zarządu polskich spółek, a w stosunku do członków zarządu spółek zagranicznych nie dało się tego zrobić właśnie ze względu na zobowiązania w umowach międzynarodowych.

Maciej Dutko: Ok, a co z brexitem? Wiem, że to pytanie słyszycie co chwilę, ale UK nie jest już w Unii Europejskiej, a więc czy Polak nadal może prowadzić spółkę na Wyspach? A jeśli tak, to co się zmieniło i o czym musi pamiętać?

Krzysztof Gos: Po początkowym zamieszaniu, dzisiaj możemy powiedzieć z całym przekonaniem, że brexit to tylko korzyści. Jedyne realne utrudnienie odczuwają ci, którzy prowadzili handel, z uwagi na granicę celną między Wielką Brytanią i Unią Europejską. Ale po początkowym bałaganie informacyjnym, wszystkie procedury importowo-eksportowe zaczęły działać normalnie i raczej nie ma z tym problemów.

Natomiast korzyści jest cała lista. Dzisiaj mając firmę w Wielkiej Brytanii, mamy biznes w Europie, ale poza Unią Europejską. Co nam to daje? Jest to podstawowa różnica pomiędzy np. firmami rejestrowanymi w Czechach, których urzędnicy na bieżąco wymieniają się informacjami z polskimi instytucjami. Czym to skutkuje nie muszę chyba tłumaczyć.

To, co daje umiejscowienie biznesu w UK po brexicie, jest nie do przecenienia. Dzięki pozycji Wielkiej Brytanii mamy możliwość ekspansji na cały świat. Już dzisiaj wielu z naszych klientów korzysta z tej szansy. Pozyskiwanie nowych rynków poprzez podmiot brytyjski jest zdecydowanie prostsze i łatwiejsze. W Polsce każdy nowy krok poprzedza sterta wypełnionych deklaracji, zgłoszeń i wizyt w urzędach. Natomiast brytyjski przedsiębiorca w zasadzie nie musi robić nic. Nawet jeśli są jakieś wymagania, to można wszystko zrobić dopiero, gdy przedsiębiorca będzie pewny, że nowa działalność faktycznie przynosi dochód (minimalizacja ryzyka).

W większości przypadków nie musi się też rejestrować do VAT, jeśli tego nie potrzebuje. Coś takiego, jak kontrola podatkowa, też jest w zasadzie nieznane naszym klientom. Ostatnio sprawdzaliśmy, jak to wygląda. Na przestrzeni ostatnich pięciu lat, tylko dwóch naszych klientów miało taką „przyjemność”. Często w rozmowach z nowymi klientami słyszę, że „to niemożliwe” albo „zbyt piękne, żeby było prawdziwe”; ale takie są fakty, a nasi klienci na co dzień mogą się cieszyć tą normalnością, która dla Brytyjczyków jest oczywista.

Maciej Dutko: Ale Wielka Brytania to nie jedyny kraj bardziej przyjazny przedsiębiorcom niż Polska. Ba! Niewiele jest chyba państw bardziej wymagających niż właśnie nasz PiSneyland! Znam wielu Polaków mających firmy w Niemczech, Czechach, Estonii, ale też w Emiratach czy Hongkongu. Kiedy warto wybrać inny kraj niż UK i czy pomagacie przedsiębiorcom chcącym zarejestrować biznes w którymś z nich?

Krzysztof Gos: Przez wiele lat szukaliśmy innej jurysdykcji, która byłaby przynajmniej tak przyjazna dla biznesu, jak Wielka Brytania. Nie udało się. Brak pełnej księgowości, rozliczenie podatkowe tylko raz w roku, wysoka kwota wolna od podatku, bardzo niskie składki „ZUS”, brak składki zdrowotnej przy rozliczaniu dochodów w Polsce. Wreszcie: przyjazne podejście urzędników i możliwość działania przez spółkę na całym świecie – nie ma drugiego kraju w Europie, który oferowałby tak wiele. Inne kraje, które wymieniłeś, czyli Niemcy czy Czechy, nie spełniają nawet części warunków.

Oczywiście są też pewne ograniczenia. Część naszych klientów ma już tak duże firmy, że korzyści spółek Ltd stały się dla nich niewystarczające. Dlatego przyjrzeliśmy się bliżej spółkom estońskim i od pewnego czasu również pomagamy je otwierać i prowadzić. W połączeniu z brytyjską spółką Ltd dają gigantyczne możliwości.

Nie rekomendujemy natomiast rejestracji biznesu w rajach podatkowych, które mają już w Polsce i w całej Unii Europejskiej specjalną czerwona listę i nikt w ramach takiej struktury nie będzie w stanie prowadzić normalnego biznesu. Firmom z rajów podatkowych aktualnie odmawia się wszystkiego: kont bankowych, koncesji, rejestracji do VAT itp. A to oznacza, że nie są one w stanie działać. To jest zupełnie inny świat, z którym ani my, ani nasi klienci nie chcielibyśmy mieć nic wspólnego, bo i nie ma to nic wspólnego z bezproblemowym prowadzeniem biznesu…

Reasumując: zachęcamy polskich przedsiębiorców do zastanowienia się, czy nie chcieliby ułatwić sobie życia poprzez otwarcie firmy za granicą, ale w formie legalnej spółki Ltd. Polska to wspaniały kraj, pełen ogromnych możliwości, jednak – jak wszyscy wiemy – nie jest idealny, zwłaszcza dla osób przedsiębiorczych. Skoro w innych dziedzinach wybieramy najlepsze według nas rozwiązania, to dlaczego w przypadku firmy mielibyśmy robić inaczej? Tym bardziej, że rozwiązanie jest prostsze, szybsze i tańsze, niż to się wydaje.

Maciej Dutko: Krzyśku, dzięki za rozmowę i za rozwianie wątpliwości.


Drogi Czytelniku Evolu, jeśli zainteresował Cię temat i zechcesz przenieść biznes do UK, zgłaszając się do Lexea, koniecznie powołaj się na naszą rozmowę w Evolu – otrzymasz 20% zniżki na rejestrację spółki (promocja ważna dla pierwszych 10 osób). 

Po rejestracji firmy podeślij mi link do wpisu w Companies House, a w prezencie otrzymasz 250 zł do wykorzystania na dowolne publikacje w naszym sklepiku (wg cen bez promocji).


PS W związku z postępującą cenzurą Facebooka i ograniczaniem kontaktów z Wami, jeśli chcesz zachować łączność ze mną, dopisz, proszę, swój adres e-mail do prostej listy w formularzu Google’a, abyśmy mieli łączność:

– nie jest to newsletter, bo nie prowadzę klasycznego e-mail marketingu, ale kanał, którym dam Ci znać, jeśli pojawi się jakiś szczególnie ważny temat.

Warto też skorzystać z Alertów Google: wejdź na https://www.google.pl/alerts i wpisz interesującą Cię frazę (np. „maciej dutko”), a otrzymasz powiadomienie, gdy pojawi się nowa publikacja na dany temat:


PS 2. A jeżeli uznasz, że zasługuję na kawę, aby nie zabrakło mi energii i zapału do dalszej walki o normalniejszy świat, nie pogardzę podwójnym espresso:

– lub symbolicznym bitcoinem;):

0x94861d260596f9cf0e7adc0b1ac8a5cfa9546b96
(sieć BSC/BEP20)


PS 3. Jeśli uważasz mój głos za ważny, udostępnij go swoim bliskim i znajomym – może ktoś z nich również chciałby przenieść biznes do normalnego kraju, ale do tej pory nie wiedział, jak się za to zabrać.

 

1 komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Maciej Dutko

Na co dzień prowadzę firmę edytorską Korekto.pl (korekta tekstów), w ramach projektu Audite.pl pomagam też e-sprzedawcom usunąć z ich ofert błędy psujące sprzedaż. Jeśli czas mi pozwala, dzielę się wiedzą podczas szkoleń i zajęć na najlepszych uczelniach biznesowych w Polsce (na zlecenie Allegro przeszkoliłem ponad 10 tys. sprzedawców i drugie tyle studentów).

Spłodziłem kilkanaście książek, w tym:
„Targuj się! Zen negocjacji”,
„Efekt tygrysa”,
„Nieruchomościowe seppuku”
„Biblia e-biznesu” (to ponoć największy tego typu projekt na świecie).

Prowadzę szkolenia z niestandardowej obsługi klienta („Zen obsługi klienta”), z negocjacji („Zen negocjacji”) oraz ze skutecznych metod zwiększania e-sprzedaży („E-biznes do Kwadratu”) - uczestnicy tego ostatniego chwalą się nawet kilkusetprocentowymi wzrostami;).

Więcej: www.dutko.pl i www.wikipedia.pl.

Moje książki i szkolenia

Popraw się i sprzedawaj skuteczniej!

Audyt ofert Allegro i stron WWW:


Usługi edytorskie:

Korzystam i polecam

Hosting i domeny od lat mam w Domeny.tv – kocham ich za indywidualne podejście i pomoc zawsze, kiedy jej potrzebuję (podaj kod „evolu-evolu” i zdobądź 10% zniżki)


Dużo podróżuję. Noclegi zamawiam zwykle przez Agoda.com – cenię olbrzymi wybór i szybki proces rezerwowania.


Jeśli nie hotele, to Airbnb – to genialna alternatywa, zwłaszcza na wyjazdy z przyjaciółmi, kiedy chcemy zamieszkać w jednym miejscu. I w sensownych cenach!


Często wyjeżdżam za granicę. Dzięki karcie Revolut skończył się koszmar biegania po kantorach i wymieniania walut – wszędzie płacę jedną kartą bez absurdalnych różnic kursowych.


Wysyłamy nieco przesyłek kurierskich. A wszystkie przez wygodny serwis Furgonetka.pl:


Jeśli dobre i praktyczne książki, to tylko w moim ukochanym Helionie!


Jako audiobookoholik a zarazem akcjonariusz Legimi korzystam z ogromu e- i audioksiążek w tym serwisie (sprawdź – 30 dni za darmo).


Z taksówek korzystam rzadko, ale jeśli już – wybieram Ubera lub Bolta, bo uwielbiam ich wygodne i funkcjonalne aplikacje.


Rekomenduję tylko to, co sam lubię i z czego korzystam. Jeśli i Ty skorzystasz z moich rekomendacji, otrzymam drobną prowizję od firm, które polecam. A więc wygrywamy wszyscy i promujemy dobre i innowacyjne biznesy. Dzięki!

"Biblia e-biznesu 3.0" + 2 książki gratis!